Barka z cukrem

Autor: Kmdr por.rez., kap.ż.ś. Adam W. Reszka    

W połowie sierpnia 1939 r. do warszawskiego Portu Handlowego na Pradze przyholowana została 300-tonowa barka z cukrem. Cukrownia w Borowiczkach pod Płockiem opróżniała bowiem swoje magazyny przed kampanią cukrowniczą. Barka ta została przycumowana do rozładunku w samym końcu basenu nr 2, tuż obok bramy od ul. Zamoyskiego. W jej ładowniach znajdowało się około 6.000 pięćdziesięciokilowych worków z cukrem. Po wybuchu II wojny światowej w dniu 1 września, rozpoczęto przyśpieszony wyładunek, ale bez pomocy dźwigu parowego, zajętego rozładunkiem mąki, kawy, herbaty i rodzynków. Tuż przed kapitulacją oblężonej Warszawy gwałtowny nalot samolotów nurkujących Ju-87 „Stuka” dokonał w Porcie znacznych zniszczeń. Zatopiona też została barka z cukrem.
Okupacyjna zima 1939/1940 była niezwykle śnieżna i mroźna. Trudności aprowizacyjne były wręcz niewyobrażalne. Na rynku brakowało chleba, a o cukrze można było pomarzyć. Czego nie wywieziono z barek i magazynów przed wkroczeniem Niemców, zostało przez nich natychmiast zawłaszczone. Został tylko ten cukier w ładowniach zatopionej barki. Wtajemniczeni w sprawę robotnicy portowi i zimujący w Porcie szyprowie na 120 barkach, robili przeręble w ładowni i wydobyli najpierw z wierzchu prawie puste worki, a potem wiadrami na drągach wyciągali z dna wodę gęstą od rozmoczonego cukru. Trwało to aż do wiosny, kiedy bardzo wysoka woda powodziowa zatopiła tę barkę całkowicie.
Wydobyty cukrowy surowiec przerabiano na cukier spożywczy bądź alkohol. Przyniesione do ciepłego pomieszczenia wiadro rozmoczonego cukru poddawano odsączaniu przez wlanie zawartości wiadra do worka wieszanego nad miednicą, do której ściekała woda nasycona cukrem, nadająca się tylko do produkcji „bimbru”. Pozostałą, gęstą zawartość worka wsypywano do dużego garnka który stawano na kuchni w celu powolnego odparowywania wody. Dobrze osuszona masa zamieniała się w twardą masę cukrową, którą trzeba było potłuc na małe bryłki, nadające się do słodzenia napojów i potraw.
Tak radzili sobie wówczas w trudnych czasach na zimowisku szyprowie i robotnicy portowi, którzy zdążyli jeszcze zaopatrzyć się przed wkroczeniem Niemców w mąkę, kawę, herbatę i rodzynki, których to produktów do końca wojny nikt już nie zobaczył.

Ten opis pochodzi z wirtualnego projektu CHODŹ NAD WISŁĘ, który zrealizowała Fundacja Ja Wisła dzięki dofinansowaniu otrzymanemu z Urzędu Miasta St. Warszawy i wpłat z 1% podatku.

Projekt "Ochrona siedlisk kluczowych gatunków ptaków Doliny Środkowej Wisły
w warunkach intensywnej presji aglomeracji warszawskiej" otrzymał dofinansowanie
z instrumentu Finansowego LIFE+ Wspólnoty Europejskiej oraz ze środków
Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.